#1
Parafrazując lekko tekst piosenki rapera Sir Mix-a-Lot (najbardziej chyba znana z wykonania ze Shreka przez Osła) przyznaję się, że uwielbiam grube książki. W ogóle mnie nie onieśmielają. Wręcz notorycznie przyciągają. A jeśli do tego wszystkiego są wciągające jak ruchome piaski i przecudownie wydane to już w ogóle przyjemność sięga zenitu.
I nie chodzi o to, że gardzę wydawniczymi chudzinami. Co to, to nie! Dobra książka zawsze na propsie. Niezależnie od gabarytów. Jednak przyznaję, że te grubasy kuszą. Przeczytasz takiego opasłego tomika i możesz się pochwalić, że czytelniczy potwór został pokonany 😉 Chociaż pod hasłem "czytelniczy potwór" może się kryć wiele rzeczy, bo każdy ma pewnie taką książkę, która była potworną mordęgą albo która pożarła razem z kapciami.
Mnie po prostu grube książki kręcą i sobie myślę, że muszę kiedyś uzupełnić mój magiczny plik Excel ze spisem książek (a takowy istnieje 😁, ale o nim opowiem innym razem) o dane dotyczące ilości stron, żeby z czystym sumieniem móc powiedzieć, która z listy została królową opasłości stronicowej!





Z przyjemnością się czyta! Propsik za tytuł:D
OdpowiedzUsuńDzięki :D
Usuń